Po krótkiej przerwie wracamy na górskie szlaki. Pięć lat minęło od momentu naszej ostatniej wizyty w najpiękniejszym miejscu na świecie - Bieszczadach. Nie można wyobrazić sobie lepszego miejsca do odwiedzin gór po przerwie.
Po długiej drodze, Bieszczady w Cisnej jak zawsze przywitały nas deszczem. Tym razem jednak tylko delikatną mżawką, która szybko minęła zapowiadając dobrą pogodę na następne dni. Po udanym noclegu z samego rana wybraliśmy się fragmentem Wielkiej Bieszczadzkiej Pętli przez Wetlinę do Ustrzyk Górnych. Auto zostawiliśmy na parkingu w centrum i wchodzimy na czerwony szlak.. Pierwszy fragment, aż do kasy biletowej i wejścia do Bieszczadzkiego Parku Narodowego pokonujemy spokojnie, asfaltową nawierzchnią. Prawdziwa zabawa zaczyna się po zakupie biletów i wejścia do lasu. Szlak w pierwszym fragmencie, aż do Szerokiego Wierchu biegnie lasem i pozbawiony jest widoków. Nie oznacza to jednak, że jest nudny. Liczne kładki, podejścia, zapach i dźwięki lasu oraz cisza pozwala oderwać się i poczuć kontakt z przyrodą.
Pokonujemy w dobrym tempie kilka podejść, mijamy kilku turystów oraz liczne tablice ścieżki przyrodniczej, które dodatkowo umilają nam wycieczkę. Dobrze oznaczony szlak pozwala całkowicie skupić się na wspinaczce bez obaw zabłądzenia. Czasem tylko zerkamy w GPS w celu sprawdzenia w którym miejscu szlaku jesteśmy. Już w górnych partiach lasu robimy krótki postój na uzupełnienie płynów i tuż po tym las zaczyna się przerzedzać, aż wreszcie opuszczamy go i wychodzimy na połoninę szerokiego wierchu.
Od tej chwili jest już spektakularnie. To właśnie dlatego polecamy wybrać tą drogę na Tarnicę. Mimo, że dłuższa to jednak widokowo zdecydowanie lepsza od tej z Wołosatego. Spaceru połoniną nie da się opisać z niczym innym. Dookoła otaczają nas piękne widoki. Za nami widać Caryńską, a jeszcze dalej Połoninę Wetlińską. Od tej chwili aparat wisi już na szyi cały czas. Tematów do zdjęć od groma dlatego co chwilę robimy pauzę by uwiecznić piękne widoki. Przed nami za kolejnym pagórkiem ukazuje się cel naszej wędrówki. Krzyż na Tarnicy widoczny jest z daleka. Jeszcze tylko jedno ostrzejsze podejście na Tarniczkę, a później zejście w kierunku przełęczy gdzie krzyżują się trzy szlaki, ten z Wołosatego, z Bukowego Berda oraz nasz z Ustrzyk Górnych. O dziwo na przełęczy całkiem sporo ludzi, a szlak na Tarnicę jak na warunki bieszczadzkie tłoczny.
Po krótkiej przerwie ostatnie 10 minutowe podejście na szczyt i mamy to ! Kolejna góra do korony zrobiona! Ławki i barierki oraz ten krzyż jakoś ujmuje klimatu. Dlatego robimy pamiątkową fotkę i panoramę i zbieramy się do zejścia.
Przy planowaniu postanowiliśmy zrobić pętlę dlatego schodzimy w kierunku Wołosatego. Szlak dość mocno zapchany turystami, którzy wybrali krótszą ale trudniejszą drogę na szczyt. Trudniejszy ponieważ w dużej części pokryty schodami, które nie są naturalne i stanowią mocne utrudnienie wędrówki. Dlatego obok nich powstały dzikie ścieżki. Szlak pokonujemy w większości lasem. Schodzimy do najdalej położonej miejscowości w Polsce i udajemy się w asfaltową wędrówkę do Ustrzyk Górnych!